Canderous Ordo

Z Biblioteki Ossus, polskiej encyklopedii ''Gwiezdnych wojen''.

Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
Obi Stub3.png Być może w archiwach są braki.

Ten artykuł wymaga poszerzenia.


Prosimy, rozbuduj go, korzystając z zaleceń edycyjnych i uwag zawartych w dyskusji.

Ordo.jpg
Canderous Ordo
Data urodzenia 4014 BBY
Planeta pochodzenia Ordo
Rasa Człowiek
Wzrost ok 190 cm
Kolor włosów Czarne/Szare
Kolor oczu Stalowy/Szary
Przynależność

reklama:


Canderous był Mandalorianinem z klanu Ordo. Brał udział w wielkiej wojnie Sithów, a później także w wojnach mandaloriańskich, awansując stopniowo w mandaloriańskiej hierarchi. Po klęsce mandalorian nad Malachorem V zaczął pracować jako najemnik, wykonując zlecenia dla przedstawiciela Kantoru na Taris, Davika Kanga. w roku 3956 BBY dołączył do dawnego przeciwnika Mandalorian, Revana, towarzysząc mu w poszukiwaniach Gwiezdnej Kuźni i pokonaniu Dartha Malaka. Kiedy Revan odleciał do nieznanych Nieznanych regionów, Canderous podobnie jak inni pozostał w znanej części Galaktyki. W wyniku podjętych wysiłków został pierwszym od lat Mandalorem, i przystąpił do jednoczenia rozproszonych po całej Galaktyce Mandalorian. W roku 3951 BBY dołącza do dawnej podwładnej Revana, Wygnanej Jedi, u boku której bierze udział w poszukiwaniach dawnych członków Rada Jedi, a także dopomógł w zniszczeniu Triumwiratu Sithów. Po tym jak Wygnana Jedi również udała się do Nieznanych Regionów, w poszukiwaniu śladów innych Sithów, Canderous wraz z jej towarzyszami pozostał. Jako Mandalor kontynuował odbudowę osłabionych klanów mandaloriańskich, szykując się również powrót Revana i Wygnanej, z wieściami o domniemanych Sithach, którzy mieli by uderzyć na osłabioną Republikę.

Spis treści

Biografia

Canderous urodził się w 4014 BBY, na planecie należącej do Mandalorian - Ordo. Brał udział w kolejnych potyczkach Mandalorian - zarówno lokalnych konfliktach, jak i większych wojnach, w tym tych na skalę galaktyczną. Brał udział w bitwie o Althir, po której w uznaniu zasług w dowodzeniu otrzymał dowództwo podsekty swojego klanu.

Podczas wojen mandaloriańskich walczył przeciw siłom Revana i przeżył klęskę pod Malachorem V. Po klęsce na w wojnach mandaloriańskich, Mandalorianie rozproszyli się po Galaktyce imając się różnych zadań - od ochroniarzy po łowców nagród. Canderous wylądował na Taris gdzie zaczął pracować jako najemnik dla Davika Kanga - przywódcy organizacji przestępczej zwanej Kantorem na Taris. Davik wynajmował go do różnych zadań - od ściągania długów, po zabijanie niewygodnych osób. W trakcje wojny domowej Jedi znudziło go jednak to zajęcie. Powierzane zadania uważał za poniżej swojej godności, gdyż nie były dla niego żadnym wyzwaniem. Postanowił opuścić Taris, ale wybrał najgorszy moment, ponieważ flota Sithów pod dowództwem Darth Malaka szukała na planecie Bastili Shan - Jedi, która mimo swego młodego wieku posiadała zadziwiające umiejętności. Ordo szukając próby ucieczki z Taris natknął się na pozbawionego pamięci Revana, który wraz z Carthem Onasi, oraz Mission Vao i Zaalbarem poszukiwali zaginionej Jedi. Mieli okazję oglądać, jak Candeorus pozbawia życia ludzi nękających jego spokój. Wkrótce zaproponował Revanowi spotkanie. Ten przybył na nie, wraz z odnalezioną już Bastilą. Wiedział, ze oni także szukają sposobu na ucieczkę z planety, ale wiedział, że graniczyło to prawie z cudem. Opracował plan który polegał na tym, że przy pomocy robota tworzonego specjalnie dla Ordo - T3-M4 ukraść z bazy Sithów kody startowe, a następnie Revan miał zdobyć zaufanie Davika i ukraść jego statek - Ebon Hawka. Revan wkrótce wrócił z kodami, a Canderous zaprowadził ich do Davika. Gdy tylko zostawił ich samych od razu wyruszyli na poszukiwania kodów, które umożliwiały odblokowania Ebon Hawka. Dostali je od pracownika Kanga, który siedział w więzieniu. Wkrótce dotarli na lądowisko, ale w tym samym momencie Malak rozkazał swej flocie zbombardować miasto. Davik Kang, wraz ze swoim towarzyszem - łowcą nagród Calo Nord. Nastąpił krótki pojedynek w wyniku którego zginął Kang, a Nord został przygnieciony dachem lądowiska. Ordo wraz ze swymi nowymi towarzyszami wszedł na statek i odleciał ze skazanej na zagładę Taris. Mimo, że opuścili planetę, Malak nie zamierzał się łatwo poddać. Wypuścił przeciw nim statki bojowe, ale Revan zniszczył je działem z wieżyczki. Po odlocie z Taris, Onasi obrał kurs Ebon Hawka w kierunku Dantooine.

Jako członek drużyny z początku nieświadomego swojej tożsamości byłego Mrocznego Lorda wziął udział w poszukiwaniu Gwiezdnych Map i walce z siłami Sithów, zdobywając w ten sposób pożądaną sławę. Po zwycięstwie w bitwie o Gwiezdną Kuźnię i udaniu się Revana w nieznane regiony Canderous podjął się zadania powtórnego zjednoczenia rozproszonych klanów mandaloriańskich.

Kiedy do jego siedziby na Dxunie trafiła Wygnana Jedi, nowy Mandalor wsparł ją w walce z siłami Sithów, jak również zapewniając jej transport na pokładzie Bazyliszka na Onderon. Przyłączył się też do niej w jej podróżach, przy okazji wzmacniając swoje siły o kolejne klany. Dowodzony przez niego oddział dokonał abordażu Ravagera podczas bitwy o Telos i umożliwił pokonanie Dartha Nihilusa. Następnie wraz z resztą towarzyszy Wygnanej Canderous-Mandalor ponownie trafił na Malachor V.

Jeżeli wierzyć wizjom przyszłości Kreii, udało mu się ponownie przywrócić tożsamość rozproszonym mandalorianom i zapisać się w historii Galaktyki. Wiele lat później, podczas wojen klonów, klon-komandos N-11 został nazwany Ordo na jego cześć.

Opowieści Canderousa

W swoim czasie byłem jednym najlepszych młodych wojowników w klanie Ordo. Nikt przedtem nie opanował tak szybko obsługi robotów bojowych typu Bazyliszek. Oczywiście poza samym Mandalorem. W tamtych czasach przemierzaliśmy całe odległe Rubieże, niszcząc wszystkich, którzy odważyli się z nami walczyć. Pamiętam to doskonale. Orbitowaliśmy wysoko nad jakąś spokojną planetą, której systemy obronne dopiero zaczynały działać. Zgodnie z tradycją miałem ruszyć do walki w pierwszym natarciu, szukając wroga tam, gdzie walka była najbardziej zagorzała. Pamiętam to jak dzisiaj. Siedziałem ubrany w pancerz, połączony bezpośrednio z Bazyliszkiem, który znajdował się pode mną. Moje serce wypełniał strach przed nadchodzącą bitwą...Każdy wojownik musi poznać co to strach, aby móc go pokonać. Nic nie dorówna euforii jaką czułem, wchodząc w atmosferę i robiąc uniki przed samonaprowadzającymi pociskami i wiązkami laserów. Ach, ten lot przez atmosferę na wysokości 80 kilometrów, uniki i zwroty. Mój pancerz jarzył się jak rozpalone słońce. Będąc niecałe 30 kilometrów nad ziemią zrobiłem zwrot i strzeliłem do ogromnych generatorów laserów, które stały na mojej drodze. Fala uderzeniowa eksplozji zniszczyła cały pobliski kompleks budowli. To była najszczęśliwsza chwila w moim życiu

Nikt w waszej Republice nigdy nie widział dziwnych stworzeń i ras, z którymi wtedy walczyliśmy na Odległych Rubieżach. Ech, teraz i tak już nikt ich nie zobaczy...ponieważ jeśli jakaś planeta nie może się przed nami obronić, to zasługuje na zagładę. Ale ta historia będzie o czym innym. Przelatywaliśmy właśnie przez pola asteroidów w układzie Crispin, na samym skraju galaktyki, dla rozrywki walcząc z piratami i przemytnikami. Główny pas układu Crispin składa się przede wszystkim z małych skał pokrytych skorupami zamarzniętego metanu. Piraci wykorzystywali te skały jako kryjówki. Ha! Pamiętam jak kiedyś użyłem termogeneratora. Zewnętrzna powłoka asteroidy wyparowała w mgnieniu oka, wybuchając przy tym i rozrywając na strzępy trzech przemytników, którzy się tam ukryli! Asteroida, którą namierzyłem, była mniejsza od innych. Miała może kilkadziesiąt metrów obwodu. Z zewnątrz wyglądała jak pozostałe - po prostu kula pokryta zamrożonym gazem. Ale wewnątrz niej coś było...dopóki panował tam mróz, było jakby uśpione. Gorąca fala wybuchu spowodowała, że to coś się obudziło.Kiedy trafiłem asteroidę, w pokrywającej ją cienkiej skorupie pojawiły się skupiska światła i gorąca, co spowodowało odparowanie gazu. To, co znajdowało się pod warstwą gazu, przypominało jakąś kamienną narośl... jakąś zdeformowaną skałę upstrzoną setkami blizn po uderzeniach mikroelementów. Myślę że w jej wnętrzu było coś jeszcze starszego. Na naszych oczach skała zaczęła coraz szybciej wirować. W chwilę potem zaczęła ziać ogniem. Pociski termalne topiły nasz pancerz jak wosk. Byliśmy kompletnie zaskoczeni. Zanim przystąpiliśmy do kontrataku, tajemniczy obiekt z niewiarygodną szybkością odleciał w kosmos. Nie mogliśmy go dogonić, ale podążyliśmy śladem, jaki zostawił w nadprzestrzeni. Tropiliśmy go, coraz bardziej oddalając się od jądra galaktyki. Kiedy tajemniczy statek wyleciał poza galaktykę, zrezygnowaliśmy z pościgu. Nie ma sensu ścigać czegoś, co chce popełnić samobójstwo, wlatując w wielka pustkę

W jednej z bitew nad planetą Althir mój oddział pokonał althiriańską flotę, która miała dziesięciokrotną przewagę liczebną. Za zasługi w tej bitwie mianowano mnie dowódcą całej podsekty w moim klanie. Wróg odpierał nasze ataki przez pięć dni. Nie mogliśmy się przedrzeć przez zewnętrzne pierścienie planety i przypuścić bezpośrednie natarcie. Miałem zamarkować atak na jedną z flanek nieprzyjaciela. Althirian miały odciągnąć wysłane wcześniej przez mnie jednostki. Kiedy nasze eskadry zostały już otoczone, reszta dowodzonych przeze mnie jednostek miała zaatakować od tyłu i rozbić siły wroga. Wszystko potoczyło się inaczej niż planowaliśmy. Zobaczyłem wyrwę w oddziałach nieprzyjaciela i postanowiłem wykorzystać nadarzającą się okazję. Broniąc się przed naszymi głównymi siłami, Althirianie rozdzielili się na dwie części! W ten sposób odsłonili sam środek swojej floty! Moje jednostki wykonały zwrot i zaatakowały centralną część nieprzyjacielskiej floty, dosłownie ją dziesiątkując! Ich powolny statek nie mógł zwrócić w naszą stronę. W kilka sekund zniszczyliśmy ich okręty dowodzenia. W szeregi nieprzyjaciela wdarł się chaos. Z przyjemnością oglądaliśmy, jak ocalałe statki wroga umykają z pola walki. Uciekając kilka z nich próbowało nawet nurkować między pierścieniami planety. Zostały z nich strzępy, a niedobitków zniszczyły oddziały pościgowe. Wojownicy nie umykają z pola bitwy, gdy szala zwycięstwa przechyla się na stronę nieprzyjaciela. Walczą do samego końca! Tak jak my walczyliśmy z waszym Jedi, Revanem.

To w czasie tej wojny Revan pokonał mój lud. Wszystko się zaczęło, gdy podbiliśmy kilka planet położonych w sąsiedztwie Republiki. Zrobiliśmy to po cichu, żeby Republika nie zorientowała się zawczasu co się święci. Kiedy w końcu zaatakowaliśmy planety należące do Republiki, byli kompletnie zaskoczeni. Wykorzystaliśmy trzy korytarze inwazji w przyległych sektorach. Każdy, kto stanął na naszej drodze - bez względu na to, czy walczył, czy nie - został zniszczony. Próbując sprowokować siły Republiki do walki, spaliliśmy doszczętnie kilka planet. Osobiście nie przepadam za niszczeniem planet bez powodu, ale taktyka, jaką prowadzili ci tchórze z Republiki, nie pozostawiała nam wyboru. Ukrywali żołnierzy w domach cywilów. Używali całych rodzin jako żywych tarcz. Wydawało im się, że nie zaatakujemy ich baz położonych w głównych miastach. Nie docenili naszej determinacji, i nie wiedzieli, na jakie sposoby walki się zdecydujemy. Dla tych, którzy nie potrafią się bronić, nie ma miejsca wśród wojowników. Jeśli do zniszczenia tarczy ochronnej trzeba było zmieść z powierzchni ziemi całe miasto, to nie wahaliśmy się ani chwilę. Używaliśmy odpowiednich środków, aby zniszczyć cały opór. Nie mam czasu ani cierpliwości dla tchórzy! Zasługują na to, żeby ich ścigać i niszczyć, tak jak się niszczy szkodniki! Zabijanie wrogów, tak jak się zabija szczury, nie przynosiło nam zaszczytu. Jednak niektóre wasze jednostki zyskały w naszych oczach uznanie... szczególnie później... Później... kiedy do walki wyruszył Revan.

Z Republiką walczyliśmy dość długo. Stoczyliśmy w tym czasie wiele bitew. Na początku nie byli dla nas zagrożeniem, ale kiedy na ich czele stanął Jedi Revan, szala zwycięstwa zaczęła się przechylać na naszą niekorzyść. Republikańska flota zaczęła stosować coraz bardziej wymyślną taktykę. Markowanie, kontrataki, zmylenie przeciwnika. Revan był geniuszem pola bitwy. Revan rozkazał przenieść systemy obronne oraz mieszkańców z niektórych planet. W ten sposób inne światy otrzymały zbyt dużą siłę ognia, abyśmy mogli je zaatakować. Nie cofał się przed wyrzeczeniami, byle tylko osiągnąć wyznaczony cel. I w końcu okazało się, że Revan to dla nas zbyt silny przeciwnik. Sithowie powrócili do swojego imperium i odcięli się od reszty galaktyki. Myśleliśmy, że miną całe wieki, zanim zdecydują się powrócić. Zadziwiające, że tak szybko odbudowali swoją flotę. Ale wtedy wydawało się, że cała galaktyka leży u naszych stóp! Wciąż pamiętam ostateczną bitwę pod Malachor V. Przestrzeń wokół planety wypełniały statki kosmiczne obu stron... Ostatecznej bitwy tej wojny nie wygraliście (Republika) wcale dzięki swoim statkom, żołnierzom, ani nawet górnolotnym hasłom ,,walki o wolność". Zwycięstwo zapewniła wam jedna osoba Jedi, Revan. Wygraliście dzięki strategii Revana. Nawet samego Mandalora zaskoczyła zaciekłość, nieustępliwość i subtelność jego planów. Temu Jedi udało się odeprzeć nasze natarcie, a później przejść do kontrataku. Nie mieliśmy żadnych szans. Właśnie o taką sytuację cały czas nam chodziło. Chcieliśmy wziąć udział w bitwie, która przejdzie do historii. I udało się nam. Ani ja, ani żaden inny Mandalorianin nie żywi do Revana urazy. Udział w tej bitwie był najwspanialszą chwilą w moim życiu. Gdyby Revan był Mandalorianinem, nic w galaktyce by nas nie powstrzymało.

Wojna z Republiką miała być najwspanialszą bitwą w historii Mandalorian, ale... wiele nas kosztowała. Wcześniej nikt chyba nie zdawał sobie sprawy, jak wiele możemy w niej stracić. Po ostatniej bitwie niewielu z nas ocalało. Sam Mandalor poległ z rąk Jedi Revana. Nawet najlepsi wojownicy nie potrafili go pokonać. Tym, którzy ocaleli po ostatniej bitwie, zabrano broń, pancerze i bazyliszki. Podwładni Revana zniszczyli to wszystko na naszych oczach. Tym, którym nie udało się uciec, ograbiono ze wszystkiego: z broni, z pancerzy...został tylko honor zdobyty w przegranej bitwie. Ale niektórym to nie wystarczało. Gdy większość z nas skazano na wygnanie, wysyłając na Odległe Rubieże, oni próbowali żyć tak jak kiedyś - atakując inne planety. Teraz są po prostu zwykłymi bandytami.

Służba u Davika nie była wystarczająco... stymulująca. Gangi na Taris i przeciwnicy Davika to tylko szumowiny. Pokonanie ich nie przyniosło mi żadnego zaszczytu. Czułem się raczej tak, jakbym rozgniatał robaki

Ciekawostki

  • Tylko kilka osób wie o tym, iż Mandalorem, który dołączył do Wygnanej Jedi był właśnie Canderous, który założył wtedy pełną zbroję, której nigdy już nie zdejmował. Nie wiadomo do końca dlaczego tak postępował. Kreia uważała, iż nie chciał, by ktokolwiek jeszcze widział twarz tego, którego Revan pozostawił. Być może Ordo był tyle razy ranny, iż musiał mieć w zbroi systemy podtrzymywania życia, bądź nie chciał, by inni Mandalorianie wiedzieli, że ich przywódca był towarzyszem Revana.

Źródła




Towarzysze Wygnanej Jedi

Kreia - Atton Rand - Bao-Dur - Zdalniak
Visas Marr - Mira - Mical - Canderous Ordo
T3-M4 - HK-47 - G0-T0


Przestrzenie nazw
Warianty
Działania