Zapraszamy na kanał Biblioteki Ossus na YouTube!


Bitwa o Maridun (0 ABY)

Z Biblioteki Ossus, polskiej encyklopedii ''Gwiezdnych wojen''.
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
Battle maridun02.jpg
Bitwa o Maridun
Konflikt Galaktyczna wojna domowa
Data 0 ABY
Miejsce Maridun
Wynik Zawieszenie broni
Strony
Imperium Galaktyczne Amanianie
Dowódcy
Nieznani
Siły
  • Amaniańscy wojownicy
Straty
90% kompanii i oba Juggernauty Poległo wielu wojowników Amamian



Bitwa o Maridun była lokalnym konfliktem pomiędzy stacjonującymi na planecie Maridun siłami Imperium Galaktycznego, a zamieszkującymi ją Amaninami. Walki miały miejsce krótko po bitwie o Yavin. Powodem zażartej, trwającej przez dwa dni bitwy było nieświadome sprowokowanie Amanian do stoczenia rytualnej walki o prawo do posiadania ziemi. Krwawe starcie zakończyło się rozejmem, zawartym pomiędzy dowódcami obu stron.

Historia

Preludium

W roku 11 BBY Maridun został zajęty przez Imperium Galaktyczne, które postanowiło wykorzystać znajdujące się na planecie surowce mineralne. Położona na Zewnętrznych Rubieżach planeta została oficjalnie włączona do Imperium, a na jej powierzchnię przetransportowano wojska okupacyjne. Imperium założyło tam swoje placówki i niecały rok później uruchomiło przemysł górniczy. Część Amanian oraz innych mieszkańców planety została zniewolona i zesłana do pracy w kopalniach.

Większość Amanian utrzymywała się na wolności, skupiona wokół wielu plemion, które starały się nie wchodzić w drogę żołnierzom z imperialnego garnizonu. Imperialni również starali się nie prowokować konfliktów z wojowniczymi tubylcami, dzięki czemu przez kolejne lata panował spokój. Co jakiś czas poszczególne ludy toczyły ze sobą walkę zwaną takital. Była to rytualna walka o ziemię, rozpoczynana w wyniku przekroczenia granicy przez jedno z plemion.

Niedługo po bitwie o Yavin miał miejsce incydent który zaburzył dotychczasowy pokój pomiędzy siłami obu stron. W jednej z małych placówek górniczych koloniści nieświadomie sprowokowali Amanian do walki, przekraczając ich granice. Wojownicy uznali to za stawienie im wyzwania i niedługo potem zaatakowali miejsce wydobycia surowców. W krótkim acz zaciętym boju pokonali górników, zabijaj ich bądź biorąc do niewoli. Amanianie zdobyli broń blasterową kolonistów, którą szybko nauczyli się posługiwać [1].

Początek starcia

Kierowca pojazdu: "Panie generale, nie potrafię tego wyjaśnić - tubylcy dotąd zawsze byli spokojni. Co prawda urządzają te swoje rytualne walki, jednak zawsze mają one miejsce między plemionami."
Ziering: "Cóż, najwyraźniej teraz to uległo zmianie."
— Generał Ziering, krótko po pierwszej potyczce z tubylcami.[1].
Pierwsza potyczka z tubylcami.

Górnicy zostali zaatakowani z zaskoczenia i nie zdążyli powiadomić garnizonu o ataku. Po jakimś czasie dowództwo zaniepokojone brakiem sygnału od kolonistów zdecydowało się wysłać pomoc. Skompletowano kolumnę, w skład której weszła kompania piechoty szturmowców, wraz z towarzyszącym oddziałem technicznym. Zaopatrzenie dla kolonistów było wiezione na transportowej wersji maszyny kroczącej All Terrain Tactical Enforcer. To na niej usadowiło się też dowództwo kolumny, z generałem Zieringiem na czele. Całości dopełniały dwa ciężkie transportowce typu Juggernaut. W trakcie podróży wokół pojazdów stale szedł przynajmniej jeden pluton piechoty, który zabezpieczał obie strony kolumny. Po pewnym czasie oddział wszedł w gęstą dżunglę. Rejon ten pozbawiony był jakichkolwiek dróg, kolumna była więc zmuszona poruszać się wzdłuż strumyka, w pobliżu którego teren był nieco bardziej wyrównany. Jednak ogromne transportowce z trudem radziły sobie w tym terenie i przynajmniej raz piechota musiała pomóc załodze jednego z Juggernautów, który zagrzebał się w błocie. Mimo tych kłopotów podróż była kontynuowana.

W pewnym momencie nieświadomie przekroczyli granicę świętego pola bitewnego należącego do rasy Amanian. Lokalne plemię uznało, że przybysze muszą stoczyć swego rodzaju rytualną bitwę, za wkroczenie bez pozwolenia na ich ziemię. Krótko po wkroczeniu wojsk na ich teren, tubylcy ostrzelali pluton piechoty, dowodzony przez porucznika Sunbera. Grad włóczni rzucanych z wysokich drzew początkowo zaskoczył szturmowców. Jednak dowódca plutonu skutecznie ocenił zagrożenie i czym prędzej sformował formację obronną, która za pomocą skoncentrowanego ostrzału zaczęła eliminować kolejnych Amanian. Zaskoczeni tubylcy bo stracie kilku ziomków czym prędzej wycofali się, skacząc po wysokich drzewach. Pluton piechoty stracił stracił kilku ludzi, z których większość została ranna, natomiast generał Ziering pochwalił Sunbera za szybką reakcję. Sam atak był dosyć dużym zaskoczeniem, ponieważ rdzenni mieszkańcy planety przez ostatnią dekadę nigdy nie atakowali żołnierzy Imperium. Wtedy jeszcze nie zdawano sobie sprawy, że przekroczono granicę ziem tubylców, oznaczoną przez malunki na niektórych kamieniach. Te jednak pozostawały niezrozumiałe dla dowódców, którzy nie rozumieli ich znaczenia.

Pozycje obronne imperialnych wojsk.

Amanianie zaczęli szykować się do walki, a kolejne plemiona odpowiadały na wezwanie do niej. Nieświadomi zagrożenia imperialni żołnierze kontynuowali swoją podróż do kopalni górniczej, znajdującej się pośród terenu gęstą porośniętego wysoką trawą. Żołnierze nie dostrzegli w niej zwiadowców wroga, którzy śledzili ich ukryci w krzakach. O zmierzchu transport dotarł do celu, rozpoczęto wówczas poszukiwania górników. Znaleziono jedynie ślady walki, wskazujące, że wszyscy mieszkańcy instalacji zostali prawdopodobnie wybici. Ślady ostrzału z blasterów na dużym pojeździe górniczym wskazywały, że Amanianie umieją posługiwać się bronią. Stało się oczywiste, że na wypadek ataku tubylców należy przygotować się do obrony. Niektórzy, jak porucznik Sunber, sugerowali zbudowanie linii okopów, jednak generał Ziering wiedział, że jego żołnierze są zmęczeni długim marszem i na tę noc nakazał jedynie ustanowienie prowizorycznych punktów oporu, które można było szybko ukończyć.

Pozycja obronna została wytyczona wzdłuż wysokiej ściany ziemnej, o którą opierała się placówka górnicza. Piechota zbudowała punkt oporu z prefabrykowanych ścian, za którymi chronili się szturmowcy. Perymetr przed linią obrony składał się na otwarty pas ziemi, a kilkadziesiąt metrów dalej rozpoczynał się gesty teren trawiasty. By zmniejszyć szanse na atak z zaskoczenie, była ona oświetlana przez potężne reflektory, zamontowane na transporterach. Pomimo pozornie dobrej linii obronnej, oddział był narażony na niespodziewany atak z wysokiego klifu, który był gorzej oświetlony. Nie podejrzewano jednak, że Amanianie zdołają po nim zejść, dlatego zignorowano to zagrożenie. Wśród tubylców znalazło się kilku śmiałków, którzy zdecydowali zejść z klifu. Zrobili to na krótko przed świtem, niedostrzeżeni przez wartowników. Zdołali zabić jednego z nich i włamali się do transportera, podkładając w nim wcześniej zdobyte materiały wybuchowe. Nie zdążyli jednak zaminować drugiego pojazdu, ponieważ zostali dostrzeżeni przez zaalarmowanych żołnierzy. W tym momencie ładunki zostały zdetonowane, a pojazd eksplodował od środka. W rozpętanym chaosie kilku Amanian zdołało uciec do swoich, inni zostali zastrzeleni. Zniszczony pojazd nie był zdatny do dalszego użytku. W eksplozji zginęło kilku żołnierzy, a obrażeń doznali między innymi Sunber i Ziering, raniony w lewe oko. Z powodu chwilowej niedyspozycji dowódcy komendę nad żołnierzami przejął zastępca generała, komandor Frickett [1].

Dzień 1

"Wybijmy ich jak najwięcej się da. Pomyślą wtedy dwukrotnie, zanim spróbują ponownie sprzeciwić się imperialnej władzy"."
Janek Sunber, w rozmowie z generałem Zieringiem.[1]
Amanianie wychodzą z ukrycia.

Wraz z nastaniem dnia rozpoczęto rozbudowę umocnień. Korzystając z pozornego spokoju, Ziering nakazał wysłanie patrolu który miał sprawdzić przedpole. Na jego czele stanął kapitan Gage, jednak nie zdołał zajść daleko, gdyż z krzaków wyłonili się wojownicy Amanian. Spanikowany dowódca patrolu nie umiał opanować sytuacji. Zwiad ocalił zdrowy rozsądek zachowany przez porucznika Sunbera. Widząc co się dzieje, czym prędzej obsadził działko Juggernauta i osłonił odwrót niedobitków. Gdy tylko zdołali powrócić, oczom żołnierzy kompanii ukazał się widok setek uzbrojonych tubylców, wyłaniających się z zarośli. Dowodzący Frickett nakazał czym prędzej przestawić ocalały transporter, by jak najwięcej działek omiotło perymetr przed umocnieniami. Nie słuchając rad bardziej doświadczonych od siebie, w tym Sunbera, nakazał ostrzelać tubylców. Potężny ostrzał z broni blasterowej i dział spowodował pewne straty w szeregach wojowników, jednak jego efekty były niewspółmierne do strat amunicji.

Gdy Amanianie zaczęli się cofać pod ostrzałem, Frickett rozkazał ruszyć w pościg za przeciwnikiem, stosując się do maksymy poznanej w Akademii - "na atak odpowiada się atakiem". Porucznik Sunber starał się ostrzec go przed pułapką, jednak jego słowa zostały zignorowane i Frickett wyprowadził Juggernauta oraz niektóre plutony piechoty w gęstą trawę. Szybko okazało się, że wojownicy tylko pozornie wycofali przed imperialnymi żołnierzami, by wyciągnąć ich z bezpiecznych umocnień. Atak następował w takim chaosie, że część świeżo postawionych umocnień została rozjechana przez pojazd pancerny. Gdy szturmowcy weszli w zarośla, niespodziewanie wyłoniło się z niej wielu amaniańskich wojowników. Atak był zupełnym zaskoczeniem, dla zdezorientowanego Fricketta, który nie był w stanie ustawić żołnierzy w skuteczną formację obronną. Działający z zaskoczenia napastnicy zdołali zabić wielu żołnierzy, wliczając w to samego komandora. Zdziesiątkowany pluton cofał się w nieładzie, a rdzenni mieszkańcy planety zaatakowali już nieosłanianego Juggernauta. W krótkiej walce wyeliminowali kapitana Bexa i resztę załogi, wyłączając tym samym pojazd z walki. Ocalali szturmowcy wycofali się w bezładzie w kierunku własnych pozycji, a Amaniannie dostali dodatkową siłę ognia w postaci broni pozostawionej przez zabitych żołnierzy.

Nieudany kontratak komandora Fricketta.

W wyniku tej porażki sytuacja stała się bardzo poważna. W dotychczasowych walkach utracono oba ciężkie pojazdy, a połowa żołnierzy była ranna lub martwa. Przejąwszy ponownie dowodzenie, Ziering rozkazał utworzyć nowe plutony w miejsce zdziesiątkowanych oddziałów, w skład których mieli wejść również mechanicy, technicy i kierowcy pojazdów. Pamiętając jaką nieudolnością wykazali się wcześniej Frickett i Gage, postanowił posłuchać opinii swojego najbardziej obiecującego oficera. Sunber zasugerował zrobienie trzech dodatkowych linii okopów, z których każda miała być stopniowo opuszczana w miarę pojawiania się kolejnych fal atakujących. Ostatnia miała opierać się wokół ocalałej machiny kroczącej, obsadzonej przez działka laserowe. Oficer nie ukrywał, że z racji tego, że w najbliższych dniach nie nadejdzie odsiecz, prawdopodobnie poniosą klęskę. Uważał jednak, że należy przy tym zadać jak największe straty Amanianom, co odebrałoby im wolę walki przed ewentualnymi dalszymi walkami z siłami Imperium. Ziering przyjął ten plan po czym awansował Sunbera do stopnia kapitana.[1].

Dzień 2

"Zaszczyciliście nas swoją walką"."
— Amaniański wódz przemawiając do imperialnych żołnierzy.[1]

Budowa nowych umocnień trwała całą noc. Sunber i inni młodsi oficerowie nadzorowali ich budowę, nieraz wspierając w tym swoich żołnierzy. Na szczęście dla obrońców, Amanianie tej nocy nie przeprowadzili żadnych ataków na żołnierzy budujących linię okopów. Mentalność tubylców powodowała, że gotowi byli zmierzyć się z lepiej przygotowanym przeciwnikiem, chcąc udowodnić, że potrafią pokonać godnego siebie oponenta. Chwila wytchnienia działała krzepiąco na członków kompanii, którzy teraz zaczynali wierzyć że może jednak uda im się przetrwać to starcie.

Poranne natarcie na pierwszą linię okopów.

Szykowanie umocnień zakończyło się na krótko przed świtem. Wtedy generał poprosił swoich żołnierzy o zebranie się wokół niego. Pochwalił ich za dotychczasową postawę w bitwie i za ciężką pracę przy budowie umocnień. Przyznał, że posiłki mogą nie dotrzeć na czas i być może nikt nie przeżyje nadchodzącego starcia. Stwierdził, że nawet jeśli Amanianie wygrają, to sprawią, że to zwycięstwo będzie miało dla nich bardzo gorzki posmak. Przypominał jednak, że dopóki żyją i mają obok siebie towarzysza broni, który ich wspiera, istnieje nadzieja na przeżycie i doczekanie odsieczy. Chociaż przemowa twardo postawiła żołnierzy na ziemi, to jednak zgodnie z zamierzeniem dodała im otuchy przed zbliżającym się atakiem wroga.

Zgodnie z rozkazem Sunber objął dowództwo nad oddziałem broniącym pierwszego okopu. Generał nie ufał umiejętnościom kapitana Gage'a, dlatego umieścił go w drugim okopie. Wydano też kategoryczny zakaz otwierania ognia do czasu wydania rozkazu przez dowódcę oddziału. Atak Amanian rozpoczął się wraz ze wschodem słońca, które świeciło obrońcom w oczy. Amanianie ruszyli do ataku z dzikim wrzaskiem, rozdzierającym dotąd spokojny poranek. Ci, którzy atakowali w pierwszej linii, korzystaj ze swojej budowy ciała, niemalże turlali się w kierunku umocnień, nabierając sporej szybkości, by rozwinąć się do skoku tuż przed linią okopów. Szturmowcy otworzyli ogień dopiero wtedy kiedy atakujący zbliżyli się na odległości kilkunastu metrów. Z tej odległości praktycznie każdy strzał osiągał cel, w wyniku czego przedpole szybko zaroiło się od ciał ginących wojowników. Nieliczni mieszkańcy Mariduna osiągali linię okopów przebiwszy się przez linię ostrzału, jednak nawet oni ginęli zanim mogli zadać większe straty obrońcom. Pomimo zażartości trwającego boju, imperialni ponosili względnie niewielkie straty, głównie dzięki skutecznej taktyce obronnej uniemożliwiającej Amanianom stoczenie walki wręcz. Kiedy zbliżała się druga fala atakujących, Sunber uznał, że już najwyższy czas doskoczyć do drugiego okopu. Obrońcy obrzucili wroga granatami, a eksplozje chwilowo zatrzymały zszokowanych wojów.

Moment krytyczny bitwy.

Plan bitwy był skuteczny i wydawało się, że pierwsza linia prawidłowo wycofa się do tyłu. Jednak kapitan Gage spanikował widząc napór Amanian na pierwszą linię obrony. Rozkazał wycofać się swoim żołnierzom, którzy nie odważyli się sprzeciwić się oficerowi i podążyli za nim. Tchórzostwo kapitana pozostawiło bez osłony żołnierzy z pierwszej linii w momencie, gdy mieli się oni wycofywać. Równocześnie Amanianie pozbierali się po eksplozjach i ponowili dziki atak na okopy. Całą sytuację ponownie uratował Sunber, w krytycznym momencie rzucając termodetonator w kierunku pojemników z paliwem uszkodzonego Juggernauta. Ogromna eksplozja zabiła wielu atakujących atakujących tubylców, co pozwoliło ludziom Sunbera bezpiecznie wycofać się do drugiego okopu.

Trzeba było jednak dotrzeć do kolejnego okopu. W tym momencie kapitan wpadł na kolejny pomysł, który mógł uratować im życie. Rozkazał by żołnierze skoncentrowali się pośrodku okopu, by byli widoczni dla atakujących. Ci w ferworze walki skupili się również na środku okopu, nie próbując zatrzymać się i zaatakować ich z flanek. Następnie kazał swoim żołnierzom przedostać się na obie krawędzie umocnień, nie wychylając się poza linię widoczności. Atakujący Amanianie wpadli w sam środek okopu i natychmiast zostali ostrzelani z jego przeciwległych końców. Generał Ziering zrozumiał intencje kapitana i rozkazał ostrzelać środek okopu z działek E-web, z katastrofalnym skutkiem dla atakujących tubylców. Ostrzał z działek umożliwił siłom Sunbera odwrót na ostatnią linię obrony przy względnie niskich stratach.

Ataki tubylców jednak nie ustawały. Przez wiele następnych godzin żołnierze Imperium z zaciętością stawiając im czoła, nie poddając się kiedy dochodziło do walki wręcz. W pewnym momencie Ziering został śmiertelnie trafiony włócznią. Przekazał całe dowództwo w ręce Sunbera, pomijając kapitana Gage'a, którego wcześniej pozbawił dowództwa za tchórzostwo wykazane w trakcie bitwy. Sunber spisał się w nowej roli, cały czas dodając żołnierzom otuchy w trakcie walki.

Zawieszenie broni pomiędzy walczącymi.

Wieczorem po ostatnim ataku pozostało już zaledwie dwudziestu pięciu sprawnych żołnierzy. Korzystając z chwili wytchnienia, kapitan nakazał opatrzenie rannych i poszukiwania amunicji pośród zabitych w boju. Gdy przygotowywano się do odparcia kolejnego ataku, na przedpolu pojawił się przywódca Amanian. Sunber wyszedł naprzeciw, spodziewając się, że ten chce omawiać warunki ich kapitulacji. Ten jednak powiedział, że walka z nimi była dla niego i jego współplemieńców zaszczytem. Stwierdził też, że jeszcze nie zdarzyło się by jacyś inni przybysze przetrwali rytualną walkę i dzięki temu są godni pokoju z jego ludem. W wyniku dalszych rozmów dowódców zażarta dwudniowa bitwa dobiegła końca.[1]

Skutki

"Z tego co słyszałem to był wielki dzień dla Imperium. Byliście bohaterami."
— Porucznik Clynn w rozmowie z Jankiem Sunberem. [2]
Janek Sunber, bohater Maridunu.

W bitwie zginęło lub zostało rannych prawie 90% żołnierzy z kompani Zieringa, wliczając w to samego generała. Znaczne straty były efektem nieprzemyślanych działań kapitana Gage'a i komandora Fricketta. Śmierć poniosła także ogromna liczba amaniańskich wojowników. W kolejnych latach zapanował względny spokój między plemionami a siłami Imperium, które nauczyły się jak nie wchodzić im w drogę. W ramach pokoju i uznania dla walczących, przywódca Amanian przekazał Imperium wszystkich jeńców schwytanych przez jego wojowników podczas wcześniejszych walk, co dało imperialnym dodatkową siłę roboczą.

Ocalali żołnierze kompanii zostali odesłani na Caridę, gdzie mieli odpocząć po trudach walk. Oficerowie oddziału złożyli zeznania przed komisją wojskową, badającą przebieg bitwy. Wysoko oceniano dokonania Sunbera, jednak jego awans do stopnia kapitana nie został zaakceptowany przez wyższe dowództwo, ponieważ generał Ziering zginął, a jedyną osobą która mogła potwierdzić jego awans był kapitan Gage. Ten jednak nie chciał tego zrobić, czując do niego niechęć z powodu zdarzeń jakie miały miejsce w trakcie bitwy. Z tego powodu Sunber musiał przynajmniej na razie pozostać porucznikiem. Pluton Sunbera jak i inne po zregenerowaniu sił i otrzymaniu uzupełnień zostały wysłane na Jabiim, celem wzięciu udziału w tłumieniu sprowokowanego przez rebeliantów powstania.[1]

Starcie na Maridunie zostało chętnie wykorzystane przez machinę propagandową jako doskonały przykład świadczący o wielkości imperialnych sił zbrojnych. Co oczywiste przemilczano nieudolność wyższych oficerów biorących udział w bitwie. Pomimo tego, że postawa żołnierzy w tym starciu była uznana za godną podziwu, to HoloNet zniekształcił obraz bitwy, wyolbrzymiając siły Amanian i głosząc, że wojska Imperium odniosły całkowite zwycięstwo.[2]

Uczestnicy bitwy

Amaniańscy wojownicy.

Imperium Galaktyczne

Przypisy

Źródła






Poczytaj o Gwiezdnych wojnach na Star Wars Extreme!